Napisz, zanim wylejesz słoik do zlewu
Formularza nie ma, jest zwykły mail. Czytam wszystko sama, przy kuchennym stole, najczęściej wieczorem.
Z czym się odzywać?
- Z pytaniem o przepis albo o to, co dzieje się w Twoim słoiku.
- Ze zdjęciem białego nalotu, kiedy nie wiesz, czy to kożuch drożdżowy, czy pleśń.
- Z błędem w tekście: literówką, złą proporcją, nieaktualnym linkiem do źródła.
- Z badaniem albo publikacją, która mówi coś innego niż mój artykuł. Chętnie przeczytam i poprawię, jeśli trzeba.
- Z własnym sposobem na kapustę po babci. Takie listy lubię najbardziej.
Co dopisać, żebym mogła pomóc?
Kiedy coś poszło nie tak, przyda się: ile było warzyw i ile soli (w gramach, jeśli ważyłeś), jaka temperatura w kuchni, który to dzień fermentacji i czym słoik był przykryty. Zdjęcie z bliska, w dziennym świetle, mówi więcej niż długi opis.
Jedno zastrzeżenie: nie jestem lekarką. Na pytania o objawy po zjedzeniu czegokolwiek odpowiem zawsze tak samo, żeby iść do lekarza.
Kiedy odpiszę?
Zwykle w ciągu kilku dni. W październiku, kiedy u mnie szatkuje się kapustę na zimę, bywa, że tydzień albo dłużej. Nie ginie żadna wiadomość, najwyżej leży chwilę w kolejce.
Co się dzieje z adresem i treścią maila, opisuję na stronie o prywatności.